Skocz do zawartości



"W obliczu raka trzymam w ręku garstkę zielonej nadzieji!"


1 odpowiedź w tym temacie

#1 janGa

    Pali to co skręcił...

  • Rolnik
  • 245 Postów:

Napisano 26 lipiec 2011 - 23:41

Witam serdecznie!

U mojej mamy zdiagnozowano raka jelita oraz przerzuty do wątroby (w zaawansowanym stadium), niestety lekarze nie mogąc jej pomóc, postanowili ją skreślić. Zalecili kontakt z opieką paliatywną i przepisali miliony recept na środki przeciwbólowe, przeciwwymiotne oraz nasenne. Na szczęście trochę jestem w „zielonym temacie” i zdaje sobie sprawę, że na większość z tych dolegliwości mogę jej pomóc ziółkiem. Postanowiłem, że zacznę podawać mojej mamie marihuanę w różnych formach. W tym celu kupiłem Vaporizer, zagłębiłem sie w temat hemp oil oraz spożywczego przyjmowania w postaci ciasteczek.

Przed kuracja mama prawie nie wstawała z łóżka, chodziła tylko do ubikacji co 2-3 godziny. Leżała obolała i bardzo sie męczyła. Dodatkowo dowiedziała się od lekarzy, że najprawdopodobniej zostało jej nie więcej niż 3 miesiące życia. Dodam tylko ze moja mama jest bardzo mocna psychicznie i odporna - ćwiczyła joge, karate, chyba wszystko co sie dało, maluje, bardzo aktywna z niej duszyczka i nienawidzi lekarstw oraz lekarzy przepisujących antybiotyki. Dzięki temu pasowała mi do kuracji 100% naturalnej. Kurację prowadzimy już ósmy dzień. Konopie mam z uprawy outdoor od kolegi – Royal Dwarf , na organicznych nawozach, niestety nie ma ani jednego opisu działania ani proporcji thc, cbd tej odmiany. Posadziłem szybciutko Blueberry auto ale mogę nie zdążyć.


Przebieg kuracji:

Dzień 1
Kupiłem Vaporizer nie wiedząc jak to działa, chciałem przetestować z przyjaciółmi ,ale mama bardzo źle sie czuła i naciskała żeby mogła spróbować (uświadomiłem ją uprzednio na co jej może pomoc taka kuracja). Zgodziłem się. Najpierw ostrożnie pierwszy buszek delikatny, mama twierdzi, że nic nie odczuwa, więc pobiegłem czym prędzej testować na innych ochotniczkach (niepalących).


Dzień 2
Dwa buszki z piękną mgiełką z Vaporizera, mama twierdzi, że znów nic nie czuje , jednak ja zauważyłem, że jednak coś jest na rzeczy- godzinę później mama śpi! Kilka pobudek zaliczyła, ale twierdziła że momentalnie ponownie zasypiała. Dodam tylko. że od badań (tj. od 3 tygodni) nie przespała całej nocy! Zmniejszyły sie dolegliwości jelitowe (zaparcia, gazy), a to głównie, poza bólem wątroby nam dokucza. W tym dniu mama odwiedziła uniwersytecką akademie opieki paliatywnej, usłyszała straszne rzeczy na temat tego co ją czeka … zapytała lekarki czy trawke może palić :), lekarka stwierdziła , że jak najbardziej tylko nie mogą polecać bo jest to nielegalne…k***a mać! Bardzo mi to pomogło w eksperymentach, bo mama jeszcze bardziej uwierzyła w sens zielonej kuracji.

Dzień 3
Ustaliłem dawki po 150 mg (większe, bo mama i tak nie pali do końca). Trzy buszki godzinkę przed snem (wypaliła mniej więcej połowę, zapaliłem resztę jak spała i też zdjąłem jeszcze 3 buchy tylko trochę większe, aby ustalić odpowiednią dawkę. Poczułem haj :) ). Pierwsza noc przespana bez pobudek, mama wstała wyspana i uśmiechnięta, zwiększył się także apetyt (na co szczerze liczyłem, bo marniała w oczach). W trzecim dniu kuracji wszystko co podałem mamie smakowało jej jak dziecku cukierki.

Dzień 4
Tak samo jak w dniu 3 mama chwali zioło w kolo, koleżankom , dzieciom :), a ja niesamowicie się cieszę, że nie faszeruje sie zasranymi lekarstwami (mamy wlepiony tylko plaster przeciwbólowy – w przyszłym tygodniu spróbujemy go odkleić i zastępować naturą).

Dzień 5
Chcieliśmy sprawdzić jak organizm mamy zareaguje na większa dawkę – 150 mg delikatnie wilgotnego materiału, około 7 buszków. Przesadziliśmy. 15 minut po aplikacji mama wylądowała w łóżku z zawrotami głowy, martwiłem się o nią, ale szybciutko usnęła i wstała następnego dnia o 8 rano. Mega pozytywnie nas to zaskoczyło, gdyż co dzień budzi się o 5.30. Nie zraziła sie w ogóle mimo skutków ubocznych, wyspała sie za wszystkie czasy, apetyt nadal dopisuje. Siły wracają z dnia na dzień.

Dzień 6
Okroiłem dawkę do 75 mg suszu i na razie nie będziemy przekraczali tej dawki. Apetyt wciąż na 5, sen spokojny i relaksujący, bez przerw. Jeśli się obudzi do ubikacji, to po powrocie momentalnie zasypia. To jest niesamowita poprawa w ciągu zaledwie 6 dni! Czytam i czytam i nadziwić się nie mogę ile to ziółko potrafi – pierwszy raz od 3 tygodni wyszliśmy z domu, na działkę do mojego brata. Przydałby się olejek do precyzyjnego dawkowania lub dostęp do odmian znanych ze swych właściwości medycznych.

Dzień 7
Odłożyłem na każdy dzień po 75 mg dawkę, powinno starczyć na 3 tygodnie. Resztę, która mi została przeznaczyłem na wykonanie masełka i kruchych ciasteczek. Na 120 g masła zeszło ostatnie 4g susz, na podstawie czego upiekłem 50 malutkich ciasteczek :). Jak się później okazało dużo za mało…Zrezygnowaliśmy z palenia na wieczór - mama dostaje przed snem jedno ciastko, dodatkowo jedno ciasteczko zjada w ciągu dnia. Sen po nim z przerwami, bez komfortu i relaksu. Postanowiłem wypróbować kulinarne wypieki na sobie - po jednym ciasteczku delikatny luzik, nic wielkiego, więc podejrzewam że należałoby zjeść ze cztery takie ciasteczka. Apetyt bez zmian, nadal podjada cały dzień. Ze względu na zniszczoną wątrobę ciężko dobrać leki i jedzenie.

Eksperyment trwa nadal i będziemy starać się wciąż ulepszać nasze metody. Jestem niesamowicie szczęśliwy, że tak prostą metodą mogę pomoc mojej mamie! Jestem także niesamowicie wkurwiony, że ludzie muszą cierpieć w domach faszerowani różnego rodzaju lekarskimi świństwami, a ich bliscy muszą na to patrzeć i nie mogą nic zrobić! Wystarczyło by mieć obok kolendry na balkonie trzy różne odmiany konopi. Świat jest chory – rządzi nim niestety kasa i źli ludzie, którzy dorabiają sie na ludzkim nieszczęściu. Są to zarówno koncerny farmaceutyczne nie dające kasy na badania, jak i przemytnicy i zwykli dealerzy dosypujący bóg wie czego naszym dzieciom , mamom i nam samym.
Przechodzę teraz ciężki okres – będę patrzył jak moja mama mi gaśnie. Chciałbym, aby było to dla niej jak najmniej stresujące i i możliwie najmniej bolesne .
Zgłaszam się do waszego projektu - jeśli możecie mi w jakiś sposób pomóc będę niezmiernie wdzięczny. Myślę tu o poradach lekarzy, dawkowaniu i dostępie do lepszych odmian. Jeśli ja mogę pomoc innym to stanę się przez to szczęśliwszym człowiekiem. Chciałbym uprawiać i rozdawać to ziółko ludziom potrzebującym, widzieć na ich twarzach uśmiech podczas przekazywania garstki zielonego ukojenia i nadziei, bo przynamniej po części wiem przez co przechodzą.

pozdrawiam Michal



źródło: idealistka.wolnekonopie.pl
  • +
  • -
  • 0
...więc dajcie nam żyć, tak jak chcemy tego sami... to też jest nasz kraj, pozwólcie nam sadzić i palić. Ja nie przestane ćmić, nikt nie zabroni po swojemu żyć... pały niech szukają bo i tak nie znajdą nic, mimo złych powodów uzdrowienie narodów, pomaga dobrym być...

#2 WeedRaY

    Pali to co skręcił...

  • Rolnik
  • 153 Postów:

Napisano 27 lipiec 2011 - 11:22

Dobrze opisane, oby jak najbardziej pomogło. Nic innego nie wypada życzyć jak zdrowia dla mamy i powodzenia w zielonej terapii.
  • +
  • -
  • 0





Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych