DelicatessenFrancuskie dzieło sztuki. Rzecz dzieje się w kamienicy. W post-apokaliptycznym świecie, w którym ciężko o mięso. Z tego powodu NIC się tam nie marnuje. Oprócz tego historia utalentowanego cyrkowca i jego małpy, który wpada w najgłębsze bagno jakie tylko mógł znaleźć. Jest również romans i wątek Podziemnego Ruchu Oporu. Rozrzut tematyczny godny katiuszy. Każda z postaci jest szczegółowo i pieczołowicie naszkicowana. Od rzeźnika, przez listonosza, arystokratkę z samobójczymi skłonnościami do starego dziwaka jedzącego ślimaki. Klimat silnie psychodeliczny. Dramat przeplata się z komedią z niezwykłą płynnością i z ogromną częstotliwością. Na ekranie można zobaczyć tylko jedną znajomą twarz, ale nie oznacza to, że poziom gry aktorskiej jest niski. Wręcz przeciwnie. Francuzi mają to we krwi. Bardzo solidne dzieło. Broni się od strony fabularnej jak i technicznej. Naprawdę godne polecenia.
Ocena: 8/10
Siedmiu samurajówJapoński klasyk. 1954. Epicka opowieść o najważniejszej bitwie siedmiu zupełnie różnych lecz wspaniałych wojowników. Genialne kino militarystyczne. Oczywiście oprócz świetnie stworzonej walki zobaczymy precyzyjnie skonstruowaną historię biednych chłopów okradanych przez bandytów. W końcu przychodzi czas, w którym przestają bez piśnięcia oddawać całoroczne plony i zaczynają się buntować. Szukają ochotników, którzy podjęliby się ochrony wioski. Film jest prekursorem pewnej idei w historii kinematografii. Mała grupa wyspecjalizowanych wojowników pokonuje dużo większą bandę niezorganizowanych rzezimieszków. Film doczekał się amerykańskiego remake'u osadzonego na Dzikim Zachodzie. 'Siedmiu wspaniałych' to bardzo porządny western, ale do pierwowzoru raczej mu daleko. W filmie można zauważyć spojenie japońskiego i amerykańskiego stylu kinematograficznego. Okupacja Japonii przez USA musiała się jakoś odcisnąć na historii. Należy się jedynie cieszyć, że wszystkie te okoliczności zrodziły tak genialne dzieło. Zdecydowanie warto obejrzeć.
Ocena: 9/10
No dobra, to teraz lecimy dalej.
Las Vegas ParanoTego filmu chyba nie trzeba specjalnie przedstawiać. Oparty na podstawie historii pewnego dziennikarza i jego prawnika, którzy mieli zrobić jeden prosty reportaż w Las Vegas. Jednak to nie wyścig motocykli na pustyni jest główną atrakcją filmu, bo tą rolę odgrywa bagażnik czerwonego kabrioletu. Na wyżyny, a nawet góry gry aktorskiej wspiął się Johnny Depp, a Benicio del Toro, choć mu nie dorównał, stworzył idealne tło dla głównego bohatera. Poza tym Dr Gonzo miał swoje momenty, zapadające w pamięć na długie godziny ('Lekarstwo!!!'). Film tylko i wyłącznie pod mocne palenie. Dobrze jest od razu zaopatrzyć się w jakąś szamę. Zapuszczanie się wgłąb krainy nietoperzy potrafi naprawdę porządnie zmęczyć mózg, więc lepiej dobrze się przygotować. Mała ciekawostka: nie każdy kto widział film wyłapał, że długowłosego autostopowicza gra Tobey Maguire (Spider Man). 'Las Vegas Parano' jest zdecydowanym Numerem Jeden w gatunku narkotycznej tematyki w filmie, co nie dziwi biorąc pod uwagę fakt, że za reżyserię zabrał się Terry Gilliam ('Sens Życia wg Monty Pythona', 'Brazil', 'Przygody Barona Munchausena', 'Fisher King', '12 małp', 'Parnassus'). Klasyk.
Ocena: 10/10
MatrixW górę ręka wszyscy, którzy nie widzieli filmu. Już? Wyraźnie was widać? Dobra, to teraz wypad z sali. I tak nie zrozumiecie. 'Matrix' to przełom. Ogromna przepaść, której dna nie da się dostrzec. To ewolucja kina XX wieku w kino XXI wieku. To ogromna i wspaniała myśl filozoficzna ozdobiona współczesną techniką. Myśl sięgająca starożytnej Grecji. Umysłowego serca Europy. 'A jeśli życie jest tylko snem, z którego budzę się po śmierci?'. Dwa światy. Możliwe, że więcej. Ogromna rozkmina, stawiająca jednostkę, mnie (moje ego, wewnętrzne Ja) w centrum Wszechświata. Sama idea pojawia się również we wcześniej stworzonych 'Facetach w czerni', ale jedynie w końcówce. Tak daleko rozbudowana myśl, dotycząca wszystkiego co znamy na pewno płynniej wchodzi przy mocnym temacie. Wspaniały przykład tego, że amerykańskie kino to nie tylko płytkie, hollywoodzkie fajerwerki. Czego niestety nie można powiedzieć o kolejnych częściach. Ale nie mówmy o smutnych epizodach wspaniałego dzieła zwanego 'Matrix'. A teraz wszyscy ci, którzy mieli opuścić salę, ale jednak zostali powinni zacząć sobie buforować ten film. I pamiętajcie: 'łyżka nie istnieje'.
Ocena: 9/10
Miasto BogaOto Rio de Janerio jakiego nie znacie. Slumsy ogromnej metropolii oglądane z bardzo bliska. Film obejmuje czas między 1960, a 1980 rokiem i jest oparty na faktach w co naprawdę ciężko uwierzyć. W miejscu, w którym znaleźli się główni bohaterowie jedyne czym można się zająć to napady, zabójstwa i handel narkotykami. Jedni zabijają drugich, żeby przejąć mety i zyski. Każdy próbuje prześcignąć każdego w bezwzględności, brutalności i obnażeniu krwiożerczych instynktów. Tutaj wszyscy są już pogodzeni ze swoim losem. Wszyscy wiedzą, że prędzej czy później zginą, więc nie mają nic do stracenia. Za to całkiem dużo do zyskania. Film jest obdarty ze wszelkiej moralności. Kilkuletnie dzieciaki biegają z bronią po ulicach przechwalając się kto ilu już ukatrupił, a kto ile nie wciągnął. Te dzieciaki nie wiedzą czym jest życie i śmierć, bo nie miały czasu się tego nauczyć. One po prostu lubią przestać czuć głód. A jeśli trzeba będzie zabić sklepikarza, żeby się najeść... Cóż, on i tak już jest martwy, prawda? Naprawdę mocny film, w niektórych momentach zapierający dech w piersiach. Godne polecenia, brazylijskie kino z najwyższej półki.
Ocena: 8/10
Wściekłe psyReżyserski debiut mistrza Quentin'a. Prosta historia napadu na jubilera opowiedziana w genialny sposób, głównie dzięki dialogom. To właśnie one wysuwają się na pierwszy plan. To właśnie one są nowością jaką wprowadził Tarantino do współczesnego kina. Strzelaniny i sceny akcji przeplatają się z kłótnią o to, kto jaki będzie miał pseudonim albo która piosenka jest fajniejsza. Harvey Keitel, Michael Madsen, Tim Roth i Steve Buscemi stworzyli niezwykle wiarygodne postaci, które od razu zyskują sympatię widza. Oczywiście nie mogło zabraknąć zabawy chronologią opowieści, jak to u Tarantino. Zobaczymy tu wiele ciekawych retrospekcji wnoszących dodatkowe smaczki do opowieści. Lwią część swojego klimatu film zawdzięcza świetnym zdjęciom naszego rodaka, Andrzeja Sekuły. No i rzecz jasna muzyka. Quentin już na samym początku potrafił idealnie dopasować radiowe kawałki do swojego dzieła. Mała ciekawostka: to w tym filmie po raz pierwszy pojawił się motyw strzelania z dwóch pistoletów na raz, który głęboko się zakorzenił we współczesnej popkulturze. Bardzo porządne dzieło, które pozwoliło reżyserowi zarobić trochę kasy i kontynuować szlifowanie jego charakterystycznego stylu. Dzięki temu mogliśmy zapoznać się z prawdziwym geniuszem przy okazji poznawania historii pewnej tajemniczej teczki.
Ocena: 8/10
SiedemDavid Fincher już na samym początku swojej kariery pokazał cały potencjał swojego talentu. Siedem to film wywołujący emocje. Głównie te negatywne. A to za sprawą niezwykle sadystycznego, ale i bardzo inteligentnego seryjnego mordercy. Kevin Spacey idealnie odegrał szalony umysł religijnego fanatyka, zabijającego swoje ofiary schematem siedmiu grzechów głównych. Obrzydliwie tłusty facet z klamką przy skroni w przerażeniu zjada tyle, że pęka mu żołądek i wykrwawia się od środka. Detektywi znajdują na miejscu zbrodni napisane tłuszczem słowo 'obżarstwo'. Od samego początku stary, wyrachowany i trzymający się na dystans Morgan Freeman podejrzewa, że to początek czegoś większego. Jego młodszy i narwany partner grany przez Brad'a Pitt'a dopiero później zaczyna wierzyć, że mają do czynienia z misternie zaplanowaną serią sadystycznych morderstw obnażających ludzkie grzechy. Dopiero po jakimś czasie potrafią zauważyć niebywały geniusz i zacząć na jakiś sposób podziwiać ściganego przez nich psychopatę. Zwłaszcza zakończenie przynosi ze sobą scenopisarski majstersztyk, który po prostu wbija w fotel. Do tego idealnie pokazuje jak niewiele potrzeba, aby wydobyć z człowieka jego wewnętrzne zło, które cały czas w nas siedzi i jedynie czeka na sprzyjające warunki, aby wypełznąć na wierzch w całej okazałości. Doskonały thriller utrzymany w ponuro-deszczowym klimacie idealnie pasujący pod źdźbło. Tylko nie liczcie na poprawę humoru. To jest ciężkie kino, które na dodatek zmusza do myślenia. Automatycznie włącza mózgowi najwyższe obroty i każe się intensywnie zastanawiać: co ja bym zrobił na ich miejscu?
Ocena:9/10
Pi3.14 Reżyserski debiut genialnego Darren'a Aronofsky'ego (twórca m. in. Requiem dla snu). Surowa, czarno-biała historia genialnego matematyka poszukującego kodu nieskończoności na nowojorskiej giełdzie. Jego obsesyjna żądza poznania 'prawdziwego imienia boga' w bardzo krótkim czasie sprowadza jego geniusz na skraj szaleństwa. Bardzo mocny, ciężki i wręcz epileptyczny film z niesłychaną, wwiercającą się w mózg muzyką. Do tego raczej ponury, przygnębiający, zmuszający do myślenia i niezwykle osobisty. Po prostu płynnie wkłada nas w skórę głównego bohatera i każe zadawać sobie te same pytania co wyświetlone na ekranie. A pytań tutaj nie brakuje. Na temat egzystencji, boga, szaleństwa, ducha maszyny, systematycznej matematyczności wszechświata oraz liczb otaczających nas z każdej strony. Naprawdę niesamowity, narkotyczny utwór wywołujący ogromny niepokój oraz napinający wszystkie mięśnie w gotowości do gwałtownej ucieczki przed niewolniczą naturą PESEL'i, PIN'ów, NIP'ów, numerów kont bankowych i telefonów komórkowych. Oprócz tego film jest tak skonstruowany, dynamiczny i wypełniony niesamowitym napięciem, że nie ma czasu na racjonalne (matematyczne właśnie) rozmyślanie nad przedstawioną opowieścią (która momentami zbacza w stronę science-fiction), dzięki czemu kompletnie zanurzamy się w świat opisany cyframi. Ten film jest odbierany przez emocje, a nie racjonalność. W razie palenia w trakcie seansu może nastąpić nagła potrzeba przewietrzenia głowy, wyjścia np. przed klatkę i sprawdzenia co się tam dzieje. Bo wszystko sprowadza się do spirali.
Ocena:10/10
Pitch BlackZdecydowanie najciekawsza i najlepiej zagrana kreacja Vin'a Diesel'a (niestety jakoś nie mogłem się przekonać do Szybkich i Wściekłych czy też do xXx [przepiękny, pornograficzny tytuł]). Co prawda Vin zagrał również pewien epizodzik w Szeregowcu Ryan'ie Spielberg'a i to właśnie ten bohater, zastrzelony przez niemieckiego snajpera zdecydował o 'gwiazdowości' tego aktora. Natomiast historia Riddick'a to zupełnie inna liga. Tutaj mamy do czynienia z bardzo dobrze napisanym science-fiction oraz niezwykle charakterystycznym głównym bohaterem idealnie pasującym do typu łysego mięśniaka. Pitch Black to opowieść o najniebezpieczniejszym mordercy w całej galaktyce. Zaczyna się dla niego nieciekawie: statek, który miał przetransportować go do więzienia, uległ wypadkowi i rozbił się na pustynnej planecie. Wszędzie dookoła piach, nigdzie wody, no i zapasy z wraku też niezbyt duże. Ale to nie pragnienie okaże się największym problemem Riddick'a. Problemem stanie się ciemność oraz mnóstwo żyjących w niej, krwiożerczych mieszkańców planety. Wtedy film staje się klasycznym survival-horrorem. Tyle że w konwencji science-fiction. Fabuła jak widać nie zachwyca oryginalnością, ale dzięki jej banalnej klasyczności widz może skupić się na najważniejszym i najlepiej opracowanym elemencie - na akcji. Film jest niezwykle dynamiczny, wszystko szybko się dzieje, bohaterowie szybko podejmują decyzje, bo sami nie mają dużo czasu. Nie ma tutaj niepotrzebnych przestojów i zbyt długich dialogów. Jest to typowy film akcji z bardzo głównym bohaterem na pierwszym planie, który szybko staje się liderem wśród garstki rozbitków dzięki umiejętności widzenia w ciemności. Wszystko to jednak naprawdę bardzo dobrze ze sobą współgra. Pewna kiczowatość fabuły naprawdę dobrze sprawdza się jako tło dla efektów specjalnych. Ogólnie rzecz biorąc Pitch Black jest bardzo porządnym przedstawicielem gatunku nowoczesnego science-fiction. Druga część natomiast pod tytułem Chronicles of Riddick okazała się zwyczajnie ch*jowym skokiem na kasę, więc o niej nie mówimy.
Ocena:7/10
Fight Club
Użytkownik fakinszit edytował ten post 04 listopad 2011 - 13:12
















