„Grinch" z Jimem Carreyem to amerykańskie kino opowiadające o magii Świąt Bożego Narodzenia. W miasteczku Ktosiów trwają przygotowania do godnego przyjęcia św. Mikołaja. Wśród ogólnej szczęśliwości żaden z mieszkańców nie pamięta o złowieszczym lokatorze pobliskiej góry – zielonowłosym Grinchu, który nie ma najmniejszego zamiaru obchodzić świąt. Powodem tego są jego traumatyczne przeżycia z dzieciństwa oraz owa zielonowłosa odmienność. Ogólnie rzecz biorąc Grinch nie lubi nikogo ani niczego, a w szczególności Świąt Bożego Narodzenia. W jego głowie pojawia się plan zniszczenia szczęścia Ktosiów poprzez zrujnowanie świąt. Oczywiście po drodze wspomniana magia roztapia zlodowaciałe serce antybohatera i ostatecznie wszyscy razem cieszą się ciepłem tego okresu i prezentami. Aha i jeszcze Ktosie dochodzą do wniosku, że inny wcale nie musi znaczyć gorszy. No po prostu banał jakich mało. Tym co zwróciło moją uwagę w tym filmie, była kilkunastosekundowa czołówka. Były w niej pokazane spadające płatki śniegu. Po pewnej chwili kamera zainteresowała się jednym z nich i „wjechała" w jego wnętrze. Okazało się, że miasteczko, góra, lasy, doliny, wyżyny i niziny, które znali Ktosiowie i Grinch znajdowały się w środku jednego płatka śniegu. Oni sami zapewne o tym nie wiedzieli, nie mieli jak tego sprawdzić, poza tym za bardzo byli zajęci własnymi problemami. Tak czy inaczej cały ich świat trwa od zamarznięcia kropli wody gdzieś w górnych warstwach atmosfery do roztopienia się na ziemi. Do tego wszędzie wokół znajduje się wiele innych płatków. Również w świecie Ktosiów padał śnieg. Cała ta historyjka jest oczywiście jedynie symbolem, próbą zilustrowania mojego toku myślenia.
A teraz wracamy do teorii z pierwszego akapitu. Kolejnym problemem było dla mnie wymyślenie jakiejś absurdalnej lecz równocześnie przejrzystej sytuacji. No więc powiedzmy, że wszyscy ludzie na Ziemi kichną w tym samym momencie. Bardzo mało prawdopodobne, ale jednak wciąż prawdopodobne. Ideą teorii jest to, że taka sytuacja MUSI nastąpić. Oczywiście nie musi się to wydarzyć na naszej planecie. Nasza Ziemia, jak również i ludzkość mają swój określony czas, po którym znikną. Podczas tego okresu możemy nie zdążyć kichnąć wszyscy na raz, ponieważ jest to jednak zbyt mało prawdopodobne. I teraz należy powrócić do pojęcia nieskończoności. Jaka jest szansa, że gdzieś indziej (w naszym „płatku śniegu" lub w jakimś innym) powstanie identyczna planeta do naszej, na której wyewoluuje identyczny do naszego gatunek? Nie jestem matematykiem ale podejrzewam, że szansa ta nie będzie duża. Powiedzmy, że będzie to 1:10000000000000000000000000000000 (liczba ta jest w 100% wynikiem mojej wyobraźni). Taka liczba zer wygląda imponująco, lecz wciąż jest niczym wobec nieskończoności. Wynika z tego, że gdzieś i kiedyś powstanie druga Ziemia oraz drugi homo sapiens. Idąc dalej i rozumując analogicznie takich Ziem i homo sapiensów powstanie nieskończoność. Nie można jednak zapominać o przeszłości. Myśląc w ten sposób trzeba dojść do wniosku, że Ziem i ludzkości już BYŁO nieskończoność. Tak więc, w obliczu nieskończonej liczby naszych planet oraz gatunków ludzkich sytuacja, w której wszyscy kichają w tym samym momencie nie wydaje się niczym wielkim. Ponownie, takich wydarzeń było i będzie nieskończoność. Ciekawa wizja, nieprawdaż? Ale czy wnosi coś naprawdę istotnego do naszego życia?

Pokazuje wprawdzie jak małe, nieważne i bezsensowne są nasze żywota, ale kto się tym przejmie? Dla każdego najważniejsze są jego problemy. To smutne, że dzieci w Somalii umierają z głodu. Smutnym jest również fakt, że ludzkość kiedyś będzie musiała wyginąć. Wartą ubolewania będzie również sytuacja, w której rozpadnie się Wszechświat (pewni mądrzy naukowcy udowodnili, że wszechświat rozszerza się z coraz większą prędkością. zjawisko to doprowadzi do jego rozrzedzenia. to natomiast zakończy się rozpadem naszego uniwersum – płatek się roztopi). Tyle, że co mnie to wszystko obchodzi skoro przed chwilą dostałem kosę z niemca? Co ciekawe problemy towarzyszą nam cały czas. Można by przypuszczać, że to właśnie one stanowią o sensie naszego życia. Za małolata najważniejszym problemem było to, że jakiś gówniarz zabrał nam samochodzik. Następnie najistotniejszym kłopotem będzie zdobycie dobrej pracy itd. A na starość liczył się będzie tylko i wyłącznie nasz reumatyzm lub inne nieprzyjemne choroby. Tak więc nasze problemy dają nam powód do życia, ale jednocześnie czynią z nas bardzo krótkowzroczne i pyszne istoty. Wydaje mi się, że większości ludziom trudno byłoby zaakceptować fakt, że jego problem, jego planeta, kraj, miasto i blok nie znajdują się w centrum WSZYSTKIEGO. Trudno jest uwierzyć, że wszystko i wszyscy, których znamy są w rzeczywistości tak samo istotni jak płatek śniegu roztapiający się na naszej dłoni. Takie myślenie doprowadziłoby nasz gatunek do bardzo rychłej autodestrukcji. Dlatego też ludzie wolą się skupić na rzeczach zupełnie nieistotnych lub też sami stwarzają sobie problemy, aby zająć czymś swój umysł. Również z tego powodu łączą się w coraz większe grupy, bo przecież w towarzystwie łatwiej jest wymyślić jakiś nowy, fajny problem, którym można by się zająć. No i tak powstaje społeczeństwo.
Ciekawą rzeczą jest to, że najgorszą karą za niestosowanie się do reguł społeczeństwa jest izolacja od niego. Istnieje tyle różnych rodzajów kar, psychicznych i fizycznych. Dlaczego w rozwiniętym i cywilizowanym społeczeństwie to właśnie izolacja stała się głównym postrachem jednostek, które nie potrafią się przystosować? Oglądałem ostatnio pewien dokument o amerykańskim więzieniu. Pokazywali gościa, którego zamknęli w izolatce na 5 tygodni za wywołanie bójki. Już po kilku dniach więzień opracował sobie szczegółowy plan dnia. Stał się bardzo pedantyczny. Zmywał podłogę, lustro, ściany, potem starannie słał łóżko i zaczynał ćwiczyć. Kiedy skończył z powrotem zaczynał czyścić całą celę. Wiedział, że musi zająć czymś swój umysł, bo leżenie i myślenie zakończyłoby się najpewniej 'wyhuśtaniem na tygrysie'. Sytuacja ta pokazuje jak człowiek wymyśla sobie złudne i idiotyczne zajęcia, aby tylko utrzymać się przy życiu. Tak więc izolacja jest bardzo przemyślaną i chyba najgorszą karą dla człowieka, którego ukształtowała interakcja z innymi ludźmi.
Pamiętam, że jak byłem mały bardzo się zdziwiłem podczas pewnej zagranicznej wycieczki. Kiedy dojechaliśmy do granicy nigdzie nie mogłem dostrzec tej grubej, czarnej linii oddzielającej nasz kraj od innego. Tylko szlaban i budki z celnikami. Gdzie się podziała ta magiczna kreska? Przecież na mapie była wyraźnie zaznaczona. Dziecięcy umysł ma to do siebie, że widzi rzeczy takimi jakie są w rzeczywistości. Nie dokłada sobie czegoś czego nie ma. Dorośli ludzie natomiast wypełniają swoje życie tymi złudzeniami. Dla jednego sensem życia będzie rozrysowanie ładnej i przejrzystej mapy. Drugi zacznie nakreślać na niej granice, a trzeci poświęci się obronie tych linii. Nie chciałbym jednak aby źle mnie zrozumiano. Granice są nam potrzebne. Chociażby po to, żeby ochraniać nas przed złudzeniami innych narodów. Poza tym ja również posiadam zbiór iluzji, którym jestem wierny. Są bardzo sprytnie skonstruowane, ponieważ nie da się udowodnić, że naprawdę istnieją, lecz jednocześnie nikt nie jest w stanie ich istnienia zanegować. Taki rodzaj iluzji jest chyba najbardziej popularny. Jest jednak pewne złudzenie, w które nie jestem w stanie uwierzyć...
Bóg. Nie jestem w stanie w to uwierzyć, ponieważ jest to zbyt głupie. Zanim spadnie na mnie ogromna fala krytyki, chciałbym szybko wyjaśnić swoją myśl. Bóg opisany w Biblii przedstawia się następująco: jest nieskończony, niewidzialny, mieszka w niebie, jest wszechmocny i wszechwiedzący oraz znajduje się w każdym miejscu w tym samym momencie. Teraz mam pytanie: który z ludzi nie chciałby być nieskończony, niewidzialny, mieszkać w niebie, być wszechmocnym i wszechwiedzącym oraz znajdować się w każdym miejscu w tym samym momencie? Każdy chciałby mieć taką moc. Każdy chciałby potrafić stwarzać za pomocą słowa. Biblijny Bóg jest ucieleśnieniem wyższych ludzkich marzeń i pragnień. Taki starożytny Superman. Dlaczego w takim razie komiksowy superbohater nie posiada swojej religii, wyznawców i świątyń? Być może powodem tego jest fakt, że ten nie jest niewidzialny, dzięki czemu ludzie mogą dostrzec jak idiotyczne byłoby czczenie takiej postaci. Poza tym religia jest zakorzeniona w społeczeństwie do tego stopnia, że nikt już się nie zastanawia nad tym do kogo się modli. To tak jakby przeprowadzać z kimś rozmowę, zupełnie nie licząc się z tym kim jest rozmówca. Moim zdaniem jest to nieokazywanie szacunku. Kończąc ten wątek chciałbym powiedzieć, że jeśli istnieje jakiś bóg, będący istotą rozumną to jestem w pełni przekonany, że nie potrafilibyśmy pojąć jego egzystencji. Skoro mamy poważne problemy z wyobrażeniem sobie tak prostej rzeczy jak nieskończoność, to jakim sposobem nasze umysły miałyby ogarnąć tak skomplikowane zjawisko jak stwórca i władca Wszechrzeczy? Biblia jest kolejnym przykładem arogancji i pychy ludzi, którzy myślą, że potrafią wszystko zrozumieć.
Moim zdaniem jednak światem rządzi siła, której nie da się uosobić. Coś na kształt równowagi w przyrodzie. Jak w ekosystemie. Jakieś zwierzątko w lesie pada ofiarą drapieżnika. Pozostają szczątki, które są rozkładane przez grzyby i po pewnym czasie po zwierzątku nie ma już śladu. Dodatkowo gleba w tym miejscu zostaje użyźniona i wyrasta na niej jakaś roślinka, którą potem zjada roślinożerca. Oczywiście cały ten porządek można łatwo zakłócić. Przykładowo: las zostaje wycięty, a na jego miejscu wyrasta osiedle mieszkaniowe. Ale wystarczy wtedy spojrzeć szerzej i schemat się powtarza. Nasze Słońce gaśnie, gatunek ludzki w szybkim czasie wymiera. Następnie nasza gwiazda zapada się i wybucha w przepięknym blasku supernovej. Resztki naszego Układu Słonecznego rozprzestrzeniają się po całej galaktyce tworząc nowe gwiazdy, planety i inne ciała niebieskie. Równowaga. Nie jest ani dobra ani zła. Nikogo nie karze ani nie nagradza. W ogóle nikogo ani niczego nie osądza.
Nadszedł czas na zakończenie, więc powinienem teraz wyciągnąć jakieś błyskotliwe wnioski z całej tej pracy. Wydaje mi się jednak, że ja już wystarczająco dużo myślałem. Teraz, Drogi Czytelniku, przyszedł czas na Ciebie.
http://www.youtube.c...h?v=7-3TQLTzj9I
Użytkownik fakinszit edytował ten post 21 styczeń 2012 - 09:48






















