Wg. mnie najlepszy jest ten z wytrzaśniętego haszu.... Nie ma w nim zbędnych części roślinnych, a skuteczność niesamowita!
Nadają się niemal na wszystko co można nimi posmarować! Od ran (na szybsze gojenie) poprzez bóle wszelkiego rodzaju, na żylakach czy kurzajkach kończąc...
Opiszę wam moje doświadczenie, które wielcy mnie zaskoczyło....
Kilka lat temu miałem problem z tzw. kurzajkami na łapach, dermatolog je powypalał, zostały jednak nieciekawe blizny...
Ostatnio zauważyłem, że jedno takie paskudztwo znowu zaczyna wyrastać na mojej dłoni... Od niechcenia zacząłem smarować to codziennie moim kremem konopnym. 'Od niechcenia' ponieważ po wcześniejszych doświadczeniach doskonale zdawałem sobie sprawę jak trudno pozbyć się tego dziadostwa (przed tamtym wypaleniem próbowałem wielu specyfików).
Po około 7dmiu dniach mniej lub bardziej regularnego smarowania (starałem się 2 razy dziennie) kurzaja zaczęła znikać. Początkowo wyglądało to nieciekawie, jak rana po poparzeniu, skóra schodziła itp. Lecz uparcie smarowałem dalej....
Teraz pozostał po niej niewielki, prawie niezauważalny ślad, nieporównywalny do tych które zostały po wizycie u dermatologa z przed kilku lat...
To przekonało mnie jeszcze bardziej o tym jak wielki potencjał leczniczy drzemie w tej niesamowitej roślinie!
Polecam i zachęcam do poświęcenia niewielkiej części zbiorów lub 'odpadków' do stworzenia kremu konopnego!
Podzielcie się nim z babciami, dziadkami i rodzicami!
Może ktoś też już próbował?? Jakieś spostrzeżenia, doświadczenia?

























